poniedziałek, 6 sierpnia 2018

człowiek dżungli

Jednym z najcudowniejszych aspektów wakacji u Babci-prawie-na-wsi jest bezpośredni dostęp do pysznych dóbr. Od początku naszego tutaj pobytu Tajfuniątko uzupełnia sobie samo dietę zrywanymi prosto z krzaków/drzew cymesami: truskawkami, porzeczkami, agrestem, wiśniami, brzoskwiniami, śliwkami, jabłkami, gruszkami, ogórkami, malinami, jeżynami, borówkami amerykańskimi... Czekamy jeszcze tylko na winogrona. Muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się to, jak bardzo moje dziecko nie grymasi - dla niej nic nie jest za kwaśne, za mało soczyste, zbyt wysuszone i tak dalej. Sam fakt, że może sama sobie zerwać czy zebrać owoce raduje ją tak, że pewnie jadłaby je bez względu na smak...
Bardzo chciała jeść też lody. Robię więc domowe sorbety z minimalną ilością cukru. Jedyne zastrzeżenie, jakie wysuwa Tajfuniątko to "ale one są zimne!". Niestety, jeszcze się nie naumiałam robić ciepłych lodów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.

Kunming Expo Garden

Dziecięca perspektywa naprawdę różni się od tej dorosłej. Ja znalazłam w ogrodzie Expo w Kunmingu wiele pięknych zakątków i ślicznych roślin...