Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

sobota, 7 lipca 2018

robaki

Tajfuniątko chadza z Ciocią na maliny. Ciocia ostrzega Tajfuniątko, żeby przed wsadzeniem maliny do dzioba sprawdziło, czy malina nie została przypadkiem zarezerwowana przez jakiegoś robaczka, bo przecież robaków się nie je. A Tajfuniątko zadziera głowę i mówi z pełną powagą: ale ja lubię robaki!
Dla przypomnienia: pierwsza pełna insektów kolacja w życiu Tajfuniątka:
Było to pół roku temu. W Hekou, o którym jeszcze napiszę. Na pewno. Kiedyś...

4 komentarze:

  1. Ano widac: od czego skorupka za mlodu nasiaknie. :D A ile bialka..Ja to bym musiala nie widziec jak wygladaja bo podobno naprawde niezle smakuja ale widzisz film ma sie w glowie. Tajfuniatko ma lepiej. Chociaz chyba kazdy ma, badz nabywa taki "film" i nie chodzi ze cos komus faktycznie nie smakuje, bo to inna bajka, ale o przekonanie ze czegos tam sie nie je...A jak to bylo dla Ciebie? Przeciez tez nie wynioslas takich przyzwyczajen kulinarnych z dziecinstwa. Pamietam jak w Bankogku kupilismy sobie takie, suszone chyba, malenkie rybki sprzedawane w torebkach jak czipsy. Nie wiem jakie byly w smaku bo tak pachnialy ryba, ze zrezygnowalismy z probowania choc naprawde chetnie, prawie wszystko, probujemy. Pozdrawiam serdecznie Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz był z ciekawości, ale od razu tak mi zasmakowało, że już zawsze próbuję :) Ja w dzieciństwie nie byłam wprawdzie niejadkiem, ale miałam bardzo dużo kulinarnych fobii: nie jadałam roślin strączkowych, tłuszczyku z wędliny, ciemnego pieczywa, serów pleśniowych, koperku, natki pietruszki... Przeszło mi dopiero, gdy poszłam na studia i nauczyłam się, że jak jest, to się je, bo problem jest dopiero, kiedy nie ma... A suszone i prażone tajskie rybki uwielbiam!

      Usuń
  2. :-) :-) to prawda: u nas sie mowi, ze glod to najlepszy kucharz. Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma. Sama tez sie przekonalam do wielu pokarmow ktorych bym kiedys tam, jak mi sie wydawalo, nie tknela. Jedynie reaguje wrazliwie na niektore zapachy pewnie dlatego te rybki mnie nie zachecily. U nas mozna kupic taki ser dojrzewajacy ktory nazywa sie Weisslacker (Weißlacker) moj Kolega sie nim zajadal. Sam ser niewinnie wygladal: jak polski twardy twarog sprzedawany w blokach ale o konsystencji podobnej do sera Feta. Ten ser tak "pachnie" ze ja go na kilometr czuje. Wiem, ze jest smaczny taki wyrazisty w smaku. Probowac sprobowalam ale jednak nie zaguscilam :D :D Wlasnie przez zapach. Co dziwne moja Babcia gotowala taki ser "zgliwialy" i on niezle capil dojrzewajac ale tym serem sie zajadalam. Pewnie dlatego, ze usmazony juz nie wanial :-)
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odkąd zakochałam się w śmierdzącym tofu (ono się tak naprawdę nazywa), mało który zapach jest mnie w stanie odstraszyć...

      Usuń