Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

wtorek, 22 maja 2018

kałuże!

Wszystkie kałuże jej :D

10 komentarzy:

  1. Czym jest kałuża?
    To miejscowe obniżenie w podłożu twardym, do którego spłynęła woda z całej powierzchni położonej wyżej.
    Czy myślałaś kiedyś o tym, co i w jakim stężeniu oraz dlaczego znajduje się w kałuży w porównaniu z terenem wokół niej?

    Czy pozwoliłabyś dziecku taplać się w wodzie, którą umyto ulicę?

    Wiem, wiem, NIE pomyślałaś i NIE pozwoliłabyś.

    Tak, piszę z troski. Tak, wiem, że Twoje dziecko nie powinno mnie obchodzić.
    Tak, w kałużach bawiłam się w dzieciństwie - jednak tylko na moim prywatnym podwórku, bo w ulicznych rodzice (świadomi tego, ilu gruźlików pluje tam, gdzie się aktualnie znajduje, ile zarażonych pasożytami bezpañskich psów i kotów załatwia na ulicach potrzeby fizjologiczne, itd.), bawić się nie pozwalali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pomyślałam i tak, pozwoliłam. A potem szczegółowo to dziecko umyłam.

      Usuń
    2. Nie wiem, czy gdy byłaś dzieckiem, rodzice pozwalali Ci jeść i pić z kałuż, ale ja Tajfuniątku nie pozwalam.

      Usuń
    3. "Z Polski" czy ktoś cię pytał o zdanie? Widzę, że namiętnie wypowiadasz się pod dużą ilością postów tylko problem jest taki, że Tajfun nie prosi o niczyją opinię. Nikogo twoje zdanie nie interesuje. Posty nie kończą się zdaniem- a co wy drodzy czytelnicy sądzicie na ten temat. Wyluzuj trochę :) nikt od chodzenia po kałużach nie umarł, nie umiera i nie będzie umierał. Jeżeli masz jakieś statystyki na ten temat to podziel się linkiem. Chill out i znajdź jakieś hobby :D

      Usuń
    4. Pisząc blog można wyłączyć możliwość komentowania, jeśli chce się pisać je sobie a muzom, ale zwykle blogi są WŁAŚNIE PO TO, aby czytelnicy ustosunkowywali się do ich treści i komentowanie jest włączone - jak właśnie zrobiła Autorka niniejszego bloga. Znaczy - domyślnie pyta o zdanie, oczekuje komentarzy. Jeśli zaś ktoś oczekuje jedynie tych po swojej myśli i tylko ochów i achów, odrzucając możliwość KONSTRUKTYWNEJ krytyki, to chyba nie jest mentalnie dorosły.
      No i - czy ja pytałam Ciebie/czytelników o zdanie? A przecież je wyartykułowałaś. I kazda inna osoba ma do tego prawo.

      Usuń
    5. „Anonimowy” Ponadto, ponieważ piszesz tym razem anonimowo, nie mogę ocenić częstości Twojego wypowiadania się - być może istnieją jakieś limity.
      Co do hobby - mam ich bardzo dużo i jednym z nich jest właśnie epidemiologia. Skoro czytasz moje (zbyt liczne wg Ciebie) komentarze, to chyba już się domyśliłaś tego.

      Usuń
    6. "Z Polski", czy negatywne komentarze do wpisów tego bloga to jedno z Twoich rozlicznych hobby? Po innych blogach też chodzisz psuć innym krew, czy upodobałaś sobie tylko to jedno miejsce w sieci? Rzadko komentuję artykuły czy wpisy, wolę raczej czytać opinie innych, ale od jakiegoś czasu ze szczególną uwagą czytam Twoje komentarze i mam coraz większy niesmak. Podziwiam to, że Natalia odpisuje Ci z takim stoickim spokojem, bo gdyby to był mój blog, dawno bym Cię zablokowała. Niby twierdzisz, że twoje opinie wygłaszasz z troski, ale na odległość śmierdzisz internetowym, wrednym trollem. Przy okazji, nikt tu nie jest wobec Ciebie agresywny, to raczej Twoja postawa jest napastliwa. Twoja "życzliwość" nikogo nie zmylić. Pozdrawiam. Choć raczej z grzeczności, niż chęci.

      Usuń
  2. „Picie i jedzenie” nie musi być uświadomione - wystarczy droga kropelkowa, zwłaszcza podczas dzieciecej zabawy z pryskającą spod nóżek wodą. Istnieje też kontaktowa droga zarażenia i żadne mycie nie ma tu znaczenia zapobiegawczego, jeśli zdarzy się choćby najmniejsze zadrapanie skóry.
    A przecież ww. droga kropelkowa to połączona wziewna i pokarmowa. Trudno jej uniknąć dziecku taplajacemu się w kałuży.... No a już jakie choroby się tymi drogami przenoszą to chyba nie muszę Ci tłumaczyć? - choć Twoja niefrasobliwość w kwestii mikrobiologii (kałuże) oraz życzeniowe myślenie w kwestii jedzenia przez dziecko rzeczy wprost na targu czy nawet w „restauracjach” w plenerze nie nastraja mnie optymistycznie.
    Widzę, że moja ŻYCZLIWA próba uświadomienia Ci pewnych z gruntu oczywistych spraw z dziedziny epidemiologii budzi już tylko agresję, ale mimo to podam Ci mały przykład:
    http://www.powstrzymajrotawirusy.pl/jak-moge-sie-zarazic.html
    Dodam tu (hasłowo) jeszcze dur brzuszny, salmonellozę, czerwonkę, gronkowce... Ech, starczy - musisz być już bardzo zła.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego miałabym być zła? Rozumiem to, co piszesz. Czytam. Uczę się. Ale nie mogę i nie chcę w imię własnych bądź cudzych fobii odbierać dziecku dzieciństwa. Wiem, że zdarzają się nieszczęścia. Nie przed wszystkimi uchronię dziecko, tak jak nie przed wszystkimi uchroniłam siebie. Dlatego obserwuję uważnie własne dziecko i inne matki, starając się nie przegiąć w żadną ze stron i próbując znaleźć złotą ścieżkę między drżeniem o życie Tajfuniątka i kompletnym brakiem troski. Ty sugerujesz, że jestem zbyt lekkomyślna, ale uwierz - są matki, które uważają mnie za zbyt restrykcyjną. A ja... nikomu nie narzucam własnych pomysłów na macierzyństwo. Każde miejsce, każda sytuacja i każdy człowiek wymaga innego traktowania i sposobu myślenia. Tak długo, jak długo moje dziecko rozwija się zdrowo i nie ma żadnych problemów, tak długo nie zamierzam szukać na zewnątrz inspiracji, jak to zepsuć. Jeśli coś sprawnie funkcjonuje, nie trzeba naprawiać.

      Usuń