Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 11 maja 2018

dwa lata!

Kurczę. Szybko to poszło. Patrzę, jak głowa Tajfuniątka wystaje znad stołu w jadalni i zastanawiam się, czy to w ogóle możliwe, że ona mi się kiedyś mieściła w brzuchu. Niby mam dowody rzeczowe, ale i tak...
Obieram jabłko ze skórki. Wręczam jej całe. I całe zjada. Na propozycję pokrojenia jabłka w duże plastry straszliwie się oburza. Przecież ona umie "po dorosłemu"!
Prześmiesznie miesza języki. Gdy o szóstej rano błagamy, by jeszcze dała nam pospać, mówi "不noc了" (że już nie noc), gdy łapie ją głód, mówi "我想吃jabłko" (chcę zjeść jabłko) i tak dalej. Albo mówi do mnie, żebym puściła piosenkę o ziemniakach, ja puszczam piosenkę "one potato", a ona wysłuchawszy zdaje relację tacie, że obejrzała piosenkę o 土豆...
Ostatnio zupełnie bezboleśnie Tajfuniątko dorosło do zasypiania we własnym łóżku. Wcześniej zasypiała na naszym łóżku i była przenoszona do swojego na śpiąco. Próby kładzenia jej we własnym łóżku kończyły się płaczem i nieprzespaną nocą. Daliśmy spokój. Po tygodniach podkreślania, że "to jest łóżko rodziców, a tam jest łóżko Tajfuniątka" w końcu uznała, że coś jest na rzeczy i sama poprosiła o zaniesienie na miejsce. Odtąd spokojnie zasypia we własnym łóżku, tylko - mama albo tata muszą jej trochę potowarzyszyć już po zgaszeniu świateł, żeby wiedziała, że nie jest sama. Oczywiście, czasem zdarza się zły sen i nagła przeprowadzka do łóżka rodziców w środku nocy, ale - i tak jest nieźle.
Dzieli się z nami. Nie tylko na zasadzie: to jest smaczne, więc zjem, a tego nie lubię, więc oddam mamie. Ostatnio dzieli się z nami nawet najukochańszymi owocami. To dla mamy, to dla taty, to dla Zuzi (ulubionej lalki), a to dla mnie. Sama obiera wiśnie z pestek i nam oddaje. Łuska bób i groszek razem z nami i wie, co do kosza, a co do miski.
Stroi się. Gdy zakłada sukienkę, odmawia założenia adidasów. Prosi o piękne buty, żeby pasowały. Oczywiście, daje się przekonać sensownym argumentom - to znaczy kiedy ziemia jest mokra, bo lało jak z cebra, wybiera adidasy, żeby móc skakać po kałużach :D
Lubi mieć wybór. Dawniej godziła się na każdą propozycję, a teraz chce wybierać. Wystarczą takie drobiazgi, jak kolor bluzki albo "gruszka czy jabłko?". Nie awanturuje się, gdy tłumaczymy, że nie zawsze może sama wybrać.
Kocha, KOCHA wodę. Siedem godzin na basenie? Żaden problem, byle w przerwie móc coś zjeść i trochę odespać.
Jest psotna, ma poczucie humoru. Niestety, średnio lubi się przytulać. A jeśli już, to raczej do pieska, Zuzi i Kubusia niż do Taty i Mamy. Ech...
Bonus: Tajfuniątko urodzinowe, w stroju księżniczki.

10 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego Ksiezniczko

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego Najlepszego Maleństwo !!
    jak ten czas ucieka....

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sto Lat dla Joasi! Oby zawsze miala takie dobre serce :)! A dla rodzicow, gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego dla całej rodzinki!
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkiego najpiękniejszego dla Was wszystkich, kochani! Do zobaczenia za jakiś czas! Plany juz sie krystalizują i na pewno Was odwiedzę :) Buziaki urodzinowe!!! Marta Puszkowa z Futrzatym.

    OdpowiedzUsuń