Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 20 kwietnia 2018

mazaki

Na razie nie pozwalam Tajfuniątku bawić się mazakami. Nigdy nie wiem, czy nie wsadzi ich do dzioba, więc wolę nie ryzykować. Pozwalam jej rysować kredkami świecowymi, które zresztą ubóstwia. Ja sama jednak czasem uciekam się do pomocy mazaków, ozdabiając kolejne DIY zabawki. No i czasem nieopatrznie zostawię taki mazak na milisekundę bez opieki. Efekt widać na zdjęciu:
Dobrze, że ją przyłapałam, zanim zaczęła na wzór mamy malować sobie np. oczy albo usta... :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz