Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 27 kwietnia 2018

galaretka z głogu 山楂糕

Tajfuniątko nie jada słodyczy. Tak dla zasady. Z rzadka przekąsi lekko słodkie purée z taro, upieczone przeze mnie ciasto czy ciasteczka, cukierków czy czekolady nie dostaje wcale. Zamiast tego zajada się owocami. Jest jednak jeden słodycz, który daję jej bez wahania: galaretka z głogu. Zawiera wprawdzie śladowe ilości cukru, ale poza tym są tam tylko owoce i agar-agar bądź żelatyna. Kwaśne, orzeźwiające "lody na patyku" w temperaturze pokojowej - no po prostu nie mogę jej tej przyjemności odmówić. Oczywiście tylko od czasu do czasu.

2 komentarze: