Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

wtorek, 6 lutego 2018

żyraFA

Mówię do Tajfuniątka po polsku. Ja do niej żółw, a ona do mnie 龟 guī. Ja do niej pies, a ona do mnie 狗狗 gǒugǒu. Ja do niej papuga, a ona do mnie 鹉 wǔ (że niby 鹦鹉 yīng​wǔ). Ja do niej słoń, a ona do mnie 象 xiàng. I tak dalej. I gdy już właściwie straciłam nadzieję, zdarzył się cud: ja do niej żyrafa, a ona do mnie FA!
Wreszcie udało się znaleźć zwierzę, które jest łatwiejsze po polsku niż po chińsku. Bo po chińsku to 长颈鹿 cháng​jǐng​lù - długoszyi jeleń. To już łatwiej powiedzieć fa i mieć z głowy, prawda?

No dobra. Nie jest aż tak dramatycznie. Po żyrafie, która nadal ma tylko ostatnią sylabę, przyszedł czas na hienę, pandę, lwa, kurę, konia, osła itd. Najbardziej mnie zaś zdumiewa miłość do kameleona, który wprawdzie za każdym razem brzmi inaczej, ale kto by tam zwracał uwagę na szczegóły :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz