Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

środa, 6 grudnia 2017

zaprzyjaźnijmy się!

Tajfuniątko, kiedy tylko widzi jakieś dziecko, natychmiast do niego podchodzi albo podbiega. Wita się, podaje rączkę, prowadzi do rybek/słonia/liści/cokolwiek tam oglądamy, częstuje swoimi przekąskami i podziwia stroje tych dzieci, a także żywo konwersuje. Różni się tym bardzo od dzieci chińskich, które - bez względu na wiek - zazwyczaj stoją jak słupy soli, ręki podać nie chcą, nic nie mówią i generalnie są raczej mało aktywne towarzysko. Oczywiście - zdarzają się wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.
A mnie za każdym razem tak samo zaskakuje to, z jaką łatwością Tajfuniątko nawiązuje nowe znajomości, jak chętnie do wszystkich podchodzi i się uśmiecha, jak chętnie się dzieli liśćmi czy przekąskami, jak bardzo chce pokazać nowym przyjaciołom te wszystkie fajne rzeczy, które są naokoło. W ogóle nie przejmuje się nikłym odzewem. Nie zraża jej milczenie tych dzieci ani ich brak entuzjazmu.
Córeczko kochana, niechże Ci tak zostanie! Nie przejmuj się tymi, którzy nie chcą być Twoimi przyjaciółmi. Wyciągaj przyjazną dłoń nie oczekując nic w zamian. Obdarzaj swoim uśmiechem i szczęściem, bo tym więcej ich będziesz miała! A w końcu, jeśli Niebiosa pozwolą, trafisz na ludzi, którzy oddadzą Ci każdy promień słońca, każdy uśmiech i każdy ciepły gest. Nie musi ich być wielu. Ważne, żebyś ich znalazła, zanim stracisz nadzieję, że tacy też istnieją.

11 komentarzy:

  1. Pamiętasz ile pisałaś o 'przesądach ' chińskich nt. ciązy, połogu i wychowywania dzieci ? To są skutki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może. A może po prostu rodzice pilnują, by dzieci nie zbliżały się do obcych? Nie wiem. Nie bardzo mam o to jak zapytać.

      Usuń
  2. Piękna i optymistyczna puenta.
    :-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Z takim przekazem na życie od mamy, Tajfuniątko wyrasta na coraz fajniejszego dziaciaka,a potem super otwartego dorosłego człowieka ,który będzie swym pozytywnym nastawieniem do życie zjednywał sobie ludzi.Tak trzymać.
    Pozdrawiam Noneczka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bedzie bedzie.. Przy takich rodzicach nie moze byc inaczej. Taka sama byla moja wnusia w tym wieku. Nie zawsze inne dzieci byly tez takie otwarte i przyjazne jak ona sama. Teraz, od wrzesnia, jest 3-letnia dumna przedszkolanka i opiekunki bardzo ja chwala wlasnie za ta otwartosc. Choc jest najmlodsza najszybciej nawiazala przyjaznie ze wszystkich "nowicjuszy" jest bardzo lubiana szczegolnie przez ciut starsze od niej samej dzieci. Wasz stosunek do zycia jest wspanialy i to zaplaci w przyszlosci.Tak trzymajcie!
    Pozdrawiam serdecznie adwentowo was wszystkich
    Wasza "Fanka" Kiara

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne słowa ☺️ nauczę tego tez moje córeczki ☺️

    OdpowiedzUsuń
  6. Mozesz dziadkow spytac czemu tak jest.
    Nie sadze, ze towina przesadow ciazowych, jak juz to raczej przesadow co do wychowania takiego dziecka. Tak jak kiedys ma byc pewnie grzeczne, ciche, niewidzialne, nie przeszkadzac doroslym, znac sowje miejsce. Takie normalne dzis, zywiolowe dziecko to dla wiekszosci doroslych irytacja i przeszkadzanie i wlasnie zle zachowanie.
    Moze tez byc wynikiem tego, ze uwazaja, ze nalezy chowac emocje, nie pokazywac tych prawdziwych i nie bratac sie z obcymi ot tak. W sumie nie do konca zle podejscie, bo i u nas matki nie zawsze sie ciesza, ze dziecko zaprzyjaznia sie z kim popadnie... Za to niestety duzo jest dzieci, ktora zywiolowosc i chec zabawy z innymi raczej zamieniaja na darcie sie, rozwalanie otoczenia, halasowanie... Dla mnie to nie ma nic wspolnego ze zdrowa zywotnoscia czy zabawa. A rodzice olewaja, nie reaguja i patrza bezmyslnie jak dziecko wali chustawka o chodnik, kopie nogami po zjezdzalni, czy wali kijem w sztachety. Co innego krzyczec, spiewac, piszczec podczas bieganiny, a co innego stac i wyc jak pies ot tak bez sensu i celu... bo fajny halas. Nie zrozumiem tego, sama tak sie nie zachowywalam, chociaz jak sie bawilam z innymi dziecmi, to oczywiscie, ze byly krzyki i piski, ale nigdy takie generowanie halasu z siebie i na przedmiotach bo tak.

    A Tajfuniatko jak pojdzie do przedszkola czy szkoly, to moze stracic te otwartosc, bo albo beda ja dorosli upominac albo sama uzna, ze nagle odstaje od innych dzieci i zacznie sie dostsowywac.

    OdpowiedzUsuń