Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

środa, 20 września 2017

siłaczka

Tajfuniątko uwielbia nam pomagać. Na przykład z zakupami:

4 komentarze:

  1. Rośnie mała siłaczka :-)
    Jakie są reakcje na szelki?
    Synów również prowadziłam na szelkach samoróbkach, bo w tamtych czasach trzeba było się ratować własnymi pomysłami. Przechodnie odsądzali mnie od czci i wiary, jako wredną matkę prowadzącą dzieci jak psy... choć wtedy psy właściwie nie chodziły na smyczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Chinach tylko rozbawione spojrzenia, za to moja własna Mama nie mogła się pogodzić z tym, że dziecko jak psa prowadziłam ;)

      Usuń
  2. No tak w piewszej chwili dziwne wrazenie, bo u nas wszedzie bez smyczy, ale w sumie, chyba nie jest to takie zle. Pamietam jak dobre 30 lat temu widzialam sznureczek dzieci z jakiegos przedszkola, wlasnie idacych doczepipnych petelkami do jednego sznura :) Pierwszy raz cos takigo widzialam. Powszechnie sie nie przyjelo, ale logiczne co do poprawy pilnowania grupy :)
    Ale tam, co tam szelki. Te butelki z petelkami... To po to zeby je w girlandy sznurkiem wiazac i niesc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie celu nie odgadłam :D ale fakt, Tajfuniątko się wygodnie niesie :)

      Usuń