Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

niedziela, 14 sierpnia 2016

strój małego mnicha

Czym różnią się europejskie stroje niemowlęce od chińskich? Poza słynną dziurą na tyłku w chińskiej wersji spodenek, również i tym, że w chińskich dziecięcych ubrankach właściwie nie występują zatrzaski czy guziki. Zamiast nich są sznureczki:
Przy odrobinie wprawy można bez zastanowienia zawiązywać je tak, żeby dziecko nie wyglądało jak baleron. Ale jednak - wolę nasze zatrzaski. Są przede wszystkim dużo szybsze, a po drugie dziecko sobie o nie nie zahaczy ręką, przy okazji je rozpinając. A jednak Chinki wolą właśnie takie rozwiązanie. Dlatego, że podobno niewskazany jest kontakt metalu ze skórą.
A dlaczego taki strój nazywa się mnisim? Bo buddyjscy mnisi sami sobie muszą szyć stroje, w całości wykonane z jednego typu materiału. Oczywiście nie ma więc w nich zamków czy zatrzasków...

4 komentarze:

  1. To jest dokładnie taki typ ubrań jakie były w Polsce 40 lat temu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany! A ja się pięć lat temu naszukałam jak głupia takich z troczkami - w Polsce nie do kupienia. W końcu dorwałam w jakimś lumpexie, podobnie zresztą, jak ubranka dla wcześniaków (urodziłam o czasie, ale potentatami wielkościowymi nie byliśmy - moja świekra stwierdziła oczywiście, że wszystko dlatego, że za mało w ciąży przytyłam...), bo rozmiary mniejsze niż 56 były w sklepach nie do dostania.

      Żeby było zabawniej - całą ciążę stopniowo zbierałam wyprawkę i wszyscy mnie pouczali, żeby 56-ki nie kupować, bo w dzisiejszych czasach dzieci rodzą się duże i nawet raz ubrać nie zdążę... W efekcie przy wypisie co poniektóre pasożyty miały stopy na wysokości śpiochowego tyłka, a nogawki położna owinęła dookoła ;-P

      Usuń
    2. Ja całe szczęście miałam te malutkie też :)

      Usuń