Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

niedziela, 21 sierpnia 2016

100 dni 百晬

Tak naprawdę znak 晬 zuì oznacza pierwsze urodziny. Jednak o stu dniach dziecięcia mawia się w Chinach często jak o dobrej wróżbie na sto lat - pewnie dlatego wykorzystany został właśnie ten znak. Oczywiście, można również powiedzieć 百日/百天 czyli faktycznie - 100 dni.
W różnych regionach Chin i w różnych klasach społecznych inaczej się ten dzień obchodziło. Dawniej zwyczaj dotyczył jedynie chłopców (wiecie: mam dwoje dzieci. A, no i dwie córki...), ale dziś raczej wszystkie dzieci uroczyście obchodzą studniówkę ;)
  • dawnymi czasy po stu dniach zapraszało się na wyżerkę położną.
  • podstawowe dania to jajka - z racji swej doskonałości, oraz długi makaron jako życzenia długiego życia.
  • matka zabierała wówczas dziecko do domu rodzinnego i tam dziecię dostawało prezenty od babci.
  • tradycyjnie ubierało się dziecko w "strój stu rodzin". Strój ten powstawał tak, że od wszystkich krewnych-i-znajomych-królika brało się po kawałku materiału i z tych skrawków szyło ubranie, np. kamizelkę czy inne śpioszki. W ten sposób dziecko otrzymywało błogosławieństwo od tych wszystkich ludzi, co miało się ponoć przekładać na to, że mało chorowało itd.
  • typowe prezenty to były kosztowności - srebrne czy złote łańcuszki, biżuteria czy nawet zastawa stołowa.
  • chłopcu sprawia się buciki i czapeczki z wizerunkiem tygrysa, by ten rósł mężny i silny; dziewczynki dostają stroje opatrzone raczej liliami ;)
  • w niektórych regionach właśnie tego dnia gotowało się dla dziecięcia kleik z ośmioma kawałkami wieprzowego mięsa - czyli nie tylko z mięsem, ale i z wątrobą, flakami itd. Dziecko po zjedzeniu takiego przysmaku miało rosnąć silne i dobrze trawić ;)

Dziś z okazji studniówki urządza się zazwyczaj po prostu uroczystą kolację w knajpie. Internety roją się od dobrych rad, jak kulturalnie zniechęcić obcych, brudnych po całym dniu ludzi, żeby nie dotykali niemowlęcia, jak zapewnić dziecku względnie dobre warunki w knajpie, w której wszyscy palą, piją litrami alkohol i są bardzo głośni.
Cóż.
My z okazji studniówki ubraliśmy Joasię ładnie i zrobiliśmy to, co powinniśmy zrobić, gdy skończyła miesiąc: ogoliliśmy ją na zero. Kiedy miała miesiąc, nie chciałam jej zabierać do obcego miejsca na długo, ani oddawać w ręce całkiem obcych ludzi. Teraz Joasia jest już stara baba i można z nią wiele zrobić :) A my chcemy zrobić dla mniej pędzel z jej własnych kudełków, żeby miała na pamiątkę :)
Kolację zjedliśmy tylko ze świekrami i szwagierką. Przecież nie będę z własnej nieprzymuszonej woli prowadzić niemowlęcia do knajpy pełnej palaczy i głośnych ludzi...

2 komentarze:

  1. A zloty lancuszek ze stu ogniw, zdaje sie po jednym od kazdego, dobrze zyczacego dziecku? Oczywiscie danie czegos takiego dziecku budzi obawy, bo sie jeszcze zaplacze i zadusi, ale nie wiem czy jeszcze gdzies tego nie praktykuja. Moze zamienili lancuszek na to laciate ubranko...
    To w knajpach ot tak obcy ludzie dotykaja obcego dzieciaka? U nas, to predzej wlasnie w domu rodzinnym nie mozna sie opedzic od cioc i wujkow macajacych. No i mowilas, ze nawet tam sa knajpy przyjazne matkom, wiec pewnie z pomieszczeniem, gdzie nie ma dymu i obcych?
    Sirh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyjazne matkom - czyli nikt nie patrzy na matkę i dziecko jak na raroga. Na brak palenia nie można liczyć właściwie nigdzie (być może w dużych miastach jest inaczej).

      Usuń