Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

wtorek, 12 lipca 2016

nosidełko

Husiasz, bujasz, cmokasz, popiskujesz, żeby zwrócić uwagę, karmisz, jeszcze raz karmisz, przytulasz, bawisz się. Nic nie działa. Zwłaszcza, że na smoczek dziecię reaguje oburzeniem. Płacz nie daje się ukoić. Możesz tylko wsadzić do wózka i wywieźć na spacer. Ale jeśli jest już wieczór, w dodatku deszczowy, korzystasz z innej opcji.
Trzy minuty. TRZY MINUTY po wsadzeniu do nosidełka Joasia zasnęła jak zabita. Nie obudziło Jej wyciągnięcie z nosidełka, wsadzenie do łóżeczka ani moje gniewne nad Nią prychnięcie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz