Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

niedziela, 31 lipca 2016

miód

Moje Wietnamki nie mogły odpuścić wizyty - przecież małe mieszańce są taaaaaaakie słodkie! Przyszły zaraz po karmieniu, więc gdy tylko Joasia się uśmiechnęła, natychmiast ujrzały białawy język. "No, Tajfunie, masz miód w domu? To smaruj, przecież widzisz, że ma biały język. Biały język niemowlęcia trzeba zawsze posmarować miodem, żeby się dziecku żadna krzywda nie stała!".
To by było na tyle, jeśli chodzi o rozpowszechnioną w Polsce teorię, że miód szkodzi dzieciom i najwcześniej można nim dziecko poczęstować po ukończeniu roku życia. Rozpytałam inne Wietnamki i tak, sposób z miodem po jedzeniu jest bardzo rozpowszechniony. Na sugestię, że miód to silny alergen i że cukier, i w ogóle, moje Wietnamki reagowały zdziwionym spojrzeniem albo i rozbawieniem...

2 komentarze:

  1. A może problemem jest pochodzenie miodu.
    Jestem alergikiem i miód z marketu muszę omijać z daleka, natomiast z wypróbowanych pasiek używam bez problemu.
    W Chinach generalnie jest chyba, jak na razie, wiele żywności nieuczulającej, co pewnie się z czasem zmieni.
    Podczas pobytu w Chinach nigdy nie potrzebowałam skorzystać z zapasu medykamentów, z tym, że zawsze kucharz był proszony o wskazanie co lepiej nie jeść.
    Takie życie :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może to o to chodzi :) Tak czy owak - znowu musi zadziałać złota metoda - jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz...

      Usuń