Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

sobota, 11 czerwca 2016

spacer

Codziennie, chyba że leje. Odkąd przygotowałam "niezbędnik", przygotowania do spaceru trwają zaledwie parę chwil. Składam wózek, biorę męża pod pachę... tfu, wróć, torebkę pod pachę biorę, a męża na smycz... To znaczy przodem, żeby zniósł pół wózka ;)
Jeśli jest ostre słońce, musimy wracać dość wcześnie, bo Joasi nie podoba się upał. Jeśli jest spore zachmurzenie, mogę z Nią łazić choćby i godzinę.
Tym razem na moim ulubionym placyku siedziały i one. Komentowały ostro, że dziecko takie malutkie, pewnie i miesiąca nie ma (akurat już ma), a ja zabieram na spacer, i to bez czapeczki! I z gołymi stópkami! Już nie mówiąc o tym, że sama jestem bez czapki, w krótkich spodenkach i krótkim rękawku. A przecież ciocia jednej z nich podczas połogu nie nosiła czapki i trzydzieści lat później zachorowała na zatoki! I zapalenie ucha! To wszystko przez to nienoszenie czapki w czasie połogu.
Zrobiłam z piętnaście okrążeń tą trasą, a im się temat w ogóle nie znudził. Przy każdym przejściu koło ich stolika słyszałam komentarze na temat tego, co robię nie tak.
Jestem w Chinach i mogę udawać, że nie rozumiem, co mówią i nie reagować. Nie rozumiem, jak można wytrzymać te komentarze we własnym kraju...
A, właśnie. Nie myślcie, że to jakieś zaschnięte, skostniałe staruchy. One wszystkie były ode mnie młodsze...

2 komentarze:

  1. Natalko, taka kultura i obyczaje. Moich Chłopcy uwielbiali spacery. I to nie takie godzinne. Wychodziło sie po porannym karmieniu, butelka w termos i trasa do południa. Wiem , że Joasia jest malutka a karmienie piersią 'w plenerze' chyba by zabiło wszystkie 'tradycyjne' Chinki ;) Nic tak nie hartuje i wzmacnia Dziecka jak ruch na świeżym powietrzu. Nie mówię już o spaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniejsza o "zabicie" Chinek, bałabym się ukazać na wszystkich chińskich mediach społecznościowych z fotografiami... ;)

      Usuń