Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

środa, 8 czerwca 2016

dziecko-fajerwerk

Joasia przestała sypiać 22 godziny na dobę. Po karmieniu uważnie się rozgląda i... ma spore wymagania. Mianowicie: chce oglądać świat z innych perspektyw niż ta łóżkowa. Konkretnie - życzy sobie być noszoną. Magia: bierzesz dziecko na ręce, a ono jest grzeczne i zasypia w sekundzie. Kładziesz dziecko na łóżeczku, a ono zaczyna się drzeć jak stare prześcieradło. Chińczycy mówią na to 落地响 - rozbrzmiewa, gdy ląduje. Tak nazywają się potocznie te fajerwerki, które właśnie hałasują, kiedy się nimi ciśnie o ziemię.
Całe szczęście Szumiś pomaga. To znaczy - pomaga mnie. Bo ZB uważa, że ma moralny obowiązek nosić dziecię na rękach, jeśli ono choćby mruknie ;)

9 komentarzy:

  1. niemowlaczki w tym wieku potrzebuje duzo kontaktu cielesnego dlatego domagaja sie noszenia. ;-) Moja corka nosila mala w chuscie bo na rekach to jednak bardzo meczace jest. Albo kladla mala na sobie. Oczywiscie efektem ubocznym bylo jej wlasne unieruchomienie :-) na ten czas. Ale dalo sie przezyc. Taki czesty kontakt z cialem buduje wiez i uspokaja dziecko ktore czuje sie wtedy bardzo bezpieczne.

    Trzymam wam kciuki
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kontakt cielesny - chętnie. Ale dlaczego nie na łóżku, tylko koniecznie z chodzeniem?... :(

      Usuń
  2. haha bo wtedy ma uczucie jakby byla w brzuszku. Kiedy chodzisz to Joasie kolyszesz jak wtedy gdy jeszcze byla w Tobie :-)
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak macie moje pelne zrozumienie :-) teraz sen to dla was jedna z najcenniejszych rzeczy swiata.
    Sciskam serdecznie
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
  4. 'Inna perspektywa' wcale nie musi oznaczać noszenia na rękach. Joasia chce być Z WAMI: widzieć Was, słyszeć. Wystarczy, że co jakiś czas zmienicie Jej lokalizację - zadziała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, na razie nie podziałało, ale będę trzymać tę technikę w odwodzie :)

      Usuń
  5. Jeszcze sobie cos przypomnialam po madrym wpisie Pawla.

    Bedzie coraz lepiej wlasnie dlatego, ze Joasia bedzie coraz lepiej widziec i slyszec. U niemowlaczkow czesto troszke trwa to "zwiekszanie" dystansu bo one sie na poczatku orientuja wechem. Czuja mame czy tate kolo siebie wyrazniej zapachowo niz ja/jego widza czy slysza. Mojej corce poradzilam, z dobrym skutkiem, zeby malenstwu kladla do lozeczka jakis swiezo noszony ciuszek mamy. Wtedy mala czula zapach mamusi bliziutko siebie tez czesto sie uspokajala.

    Mlodzi rodzice musza sie tez przygotowac na to, ze dzieciatko nie rozwija sie stopniowo kazdego dnia tylko przechodzi tak zwane "skoki rozwojowe". One moga trwac periodycznie od kilku dni do kilku tygodni. W tym czasie szczegolnie intensywnie rozwija sie mozg i dzieci sa czesto bardzo niespokojne i "trudne" w tym okresie. Ma to zwiazek z tym, ze zmienia im sie "swiat". To do czego sie przyzwyczaily zostaje zastapione nowymi doznaniami co budzi niepokoj i niekomfortowosc. Czesto w takim okresie wymagaja szczegolnego zainteresowania. Ja to nazywam "chca wrocic do brzusztka" kurczowo trzylaja sie mamy i zle znosza nawet krotki dystans.
    Nagroda dla zestresowanych niemowlaczkow i rodzicow jest wystepujaca po skoku faza harmonii i obserwacja dziecka ktore naraz duzo wiecej umie :-)
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie powiedziałabym, że jest trudno. Tylko wymaga więcej czasu :)

      Usuń