Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 27 maja 2016

żółtaczka

W trakcie wczorajszej wizyty w szpitalu okazało się, że żółtaczka trwa i trzeba zacząć przyjmować leki.
Wyobraźcie sobie dwutygodniowe dziecko, któremu trzeba podać leki.
Najstraszliwszym i najbardziej rozdzierającym serce dźwiękiem świata jest płacz niemowlęcia, któremu pakuje się za dużą łyżeczką lekarstwo do maleńkich ust.
Całe szczęście istnieją zakraplacze. Oczywiście nie wpadłam na użycie zakraplacza sama; pomoc Mamy jest jak zwykle nieoceniona. Dziś już aplikowaliśmy lekarstwa bez płaczu i krzyków. Dziecka i moich ;)

6 komentarzy:

  1. A co za leki aplikują dzieciom na żóltaczkę? W Polsce to tylko naświetlania i tak chyba jest lepiej. Po co obciążać wątrobę takiego małego dziecka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są to lekarstwa ziołowe na wspomożenie pracy wątroby oraz probiotyki, żeby te zioła dziecko mogło strawić ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Naświetlania wiążą się z pobytem w szpitalu, a, jak już wiemy, matki przez miesiąc mają nie wychodzić z domu, więc się tego unika ;)

      Usuń
  3. Ło Bosz, dobrze, że moje made in Poland... Żółtaczka ciągnęła się za nami bity miesiąc, nikt nawet się nie zająknął na temat naświetlań tudzież innych zdrowasiek w piecu ;-P

    Młodzież obecnie pięcioletnia z haczkiem, umysłowo normalna, o ile normalnym być można mając mola za matkę ;-)

    Natalio, serdeczne choć mocno spóźnione gratulacje. Córcia cudna, do schrupania :-D

    OdpowiedzUsuń