Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

czwartek, 21 kwietnia 2016

lody

W Kunmingu gorąco. Tzn. inni uważają, że gorąco, ja uważam, że w sam raz - jakieś 26/27 stopni, w słońcu więcej. Kiedy wracam ze słońca na moje drugie piętro, jestem spocona jak mysz - w końcu noszę już dodatkowe 11 kilo. I właśnie wtedy wyciągam z zamrażarki domowe lody. Ku mojemu wielgachnemu zdziwieniu, Chinki mnie za to z góry do dołu objeżdżają. Że szkodzę sobie i dziecku, że macica i jajniki będą mi chorować, że wcześniej urodzę itd. Próbuję się doszukać jakichś prawdziwie medycznych przesłanek, ale jakoś nie trafiam. Na wszystkich anglo- i polskojęzycznych stronach jeśli w ogóle można znaleźć coś przeciwko lodom, to groźbę salmonelli, bo surowe jajka - z tym, że ja robię domowe lody na bazie jogurtu, bitej śmietany i ewentualnie jajek ubijanych na parze, więc pod tym względem mi nic nie grozi...

3 komentarze:

  1. Mi lekarz znajomy powiedzial, ze z tym zimnem to dlatego ze powoduje skurcze macicy. Ale czy ja wiem, jestem pewna ze wiekszosc kobiet na zachodzie wciaz pije zimne i je lody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdybym wiedziała, tobym w szpitalu wtrąbiła litr lodów, zamiast farmakologicznie wymuszać poród...

      Usuń
  2. Wow! Gratulacje! I życzę dużo sił i mało problemów.
    Pozdrawiam z Mazur, Gosia

    OdpowiedzUsuń