Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

poniedziałek, 7 marca 2016

stary k...s

Parę dni temu w Kunmingu było głośno o emerycie, który najpierw zażądał od ciężarnej ustąpienia miejsca w autobusie, a gdy nie ustąpiła - zaczął ją wyzywać i tłuc. Dziś jechałam autobusem. Siedmiomiesięcznego brzucha trudno nie zauważyć. Stałam - był ścisk. Spora część siedzących to oczywiście mocno zaaferowani swoimi telefonami młodzieńcy. Jakiś stary kutas zaczął się przepychać za mną, próbując mnie wypchnąć ze ścieżki między siedzeniami i mi zrobił awanturę, że go nie przepuszczam, tylko złośliwie "wypinam tyłek". Zignorowałam, bo przecież nie będę się ze śmieciem sprzeczać. Nikt nie zareagował. Stałam tak w tym ścisku i nagle poczułam, jak łzy gniewu spływają mi z oczu. Bóg mi świadkiem, nie będę mojego dziecka uczyć, że ma ustępować miejsca potrzebującym. To mogłoby działać tylko pod warunkiem, że byłoby wzajemne. Nie jest, czego doświadczam na co dzień. No to się pożaliłam. Oczywiście, że będę uczyć dziecko, jak POWINNO być. Mam nadzieję, że nie wyrośnie na takiego chama, jak większość społeczeństwa...

2 komentarze:

  1. Ja w autobusach i metrze szturchałam młodocianych kolesi z telefonami. Zawsze wstawali przepraszając ;)

    OdpowiedzUsuń