Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

sobota, 26 marca 2016

braciszek

Jednym z nieprzyjemnych aspektów ciąży jest brak kontroli nad własnym organizmem. Przybierasz ulubioną pozycję - buch! Kopniak w brzuch, bo Alience jest niewygodnie. Wychodzisz z ubikacji - i pięć minut później do niej wracasz, choć WIESZ NA PEWNO, że przecież w pęcherzu nic nie powinno się znajdować. Zaczynasz jeść i nagle z głębin Twoich trzewi wydobywa się soczyste beknięcie... ZB nie jest "obrzydliwy", więc mu te moje różne odgłosy nie przeszkadzają, ale mnie i ta jest głupio. Za każdym razem się tłumaczę, że to nie ja, że to tylko Alienka mówi, że Jej też smakuje. Wczorajsza kolacja, pyszności na stole, zajadamy ze smakiem. Oczywiście bekam donośnie, oczywiście się tłumaczę. Chwilę potem równie donośnie beka ZB, patrzy skonfundowany na swój brzuch, a do mojego brzucha zwraca się tymi słowy - oj, chyba będziesz miała braciszka!...

2 komentarze:

  1. O hahaha! Jaka wspaniała anegdota! Zajrzałam na Twojego bloga z naszego wspaniałego klubu Polki, i mimo, że już wiem, że Joanna jest już na świecie, to niesamowite emocję czuję czytając Twoje starsze posty! Gorąco pozdrawiam całą rodzinkę!

    OdpowiedzUsuń