Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

czwartek, 18 lutego 2016

dieta matki karmiącej

Jeśli chcecie nabawić się schizofrenii, poczytajcie sobie na różnojęzycznych stronach internetowych porady dotyczące jadłospisu matek karmiących. Tylu wzajemnie sprzecznych informacji w życiu nie dostałam.

  • Ostrożnie z jajkami, bo uczulają - dużo jajek, bo zdrowe i pożywne. 
  • Nie brokuł i nie kapusta, bo wzdymają - najzdrowsze są zielone warzywa, np. brokuł i kapusta. 
  • Nie strączkowe, bo wzdymają - tofu w dużych ilościach i soja! A także strączkowe, bo uzupełniają niedobory wapna i żelaza. 
  • Nie czerwone mięso, bo niezdrowe - galaretka z nóżek i zupy na wołowinie z kością, bo pożywne i budują szkielet. 
  • Nie ser żółty - dużo sera, w tym żółtego. 
  • Nie zimne napoje - soki, szklanka dziennie. 
  • Nie ciemne pieczywo, bo ciężkostrawne - tylko ciemne pieczywo, bo białe pszenne jest bezwartościowe. 
  • Nie fistaszki, bo uczulają - dużo fistaszków, bo wzmagają laktację. 
  • Nie mleko, bo i tak się go nie trawi - mleko, bo wapń. 
  • Nie wędliny, bo przetworzone - szyneczka, bo delikatna i lekkostrawna. 
  • Nie owoce morza! Zaszkodzą na żołądek - każdego tygodnia przynajmniej dwa razy morskie ryby i owoce morza, a nie będziesz miała depresji poporodowej.

I tak dalej. Ktoś się w tym wszystkim wyznaje? Bo ja zaraz oszaleję...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz