Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

poniedziałek, 15 lutego 2016

cukrzyca

Uff! Nie mam cukrzycy ciążowej. A przydałaby się - miałabym dodatkową motywację do niewpieprzania słodyczy. W pierwszym trymestrze po słodyczach mnie mdliło, od początku drugiego miałam mały apetyt, a potem, w okolicach końca stycznia jak mnie wzięło, tak trzyma do dzisiaj. Oczywiście staram się słodyczować w miarę zdrowo - słodycze domowe, z cukrem trzcinowym bądź miodem i nie bardzo słodkie - ale wszyscy wiemy, jak to się kończy... U mnie skończyło się 4 kilogramami do przodu (po miesiącu!) i muszę się za siebie wziąć. Natentychmiast. Ćwiczę. Ciążowo, oczywiście - youtube jest tego pełny. Ale jednak dieta Mniej Żreć weszła w życie od dzisiaj. I żadnych słodyczy. No, kostka gorzkiej czekolady dziennie się nie liczy, bo to przecież magnez... Do szpitala przyszłam o 8.15, na czczo. O 8.30 przyszła pani doktor Lato, wydrukowała mi skierowanie na badania i wypisała receptę na glukozę. 300 ml wody trzeba było przynieść samemu. O 8.55 miałam pierwsze badanie krwi, a potem w godzinnych odstępach czasu drugie i trzecie. Uwielbiam chińskie pielęgniarki. Nie przebijają żył, nie mówią, że mam żyły ciężkie do znalezienia. Szukanie miejsca do wkłucia zajmuje im parę sekund. Inna rzecz, że one pobierają krew od setek pacjentów dziennie. Po tygodniowym stażu mają taka praktykę, jakiej polskie pielęgniarki nie zyskują po dwudziestu latach pracy... Tak naprawdę jedyna nieprzyjemna rzecz, to ten głód. Było szczególnie źle z dwóch powodów. Po pierwsze: obudziłam się o drugiej w nocy, kompletnie wyspana, i do szóstej nie mogłam zasnąć ponownie. W dodatku już o trzeciej zrobiłam się głodna, a jeść oczywiście nie mogłam. Czyli łącznie przegłodowałam w pełnej świadomości osiem godzin. Nie zdarzyło mi się to odkąd pracowałam w Polsce :P W Chinach pora lunchu jest święta i każdy rozumie, że ciepły posiłek w środku dnia jest koniecznością. Po drugie: jak na złość akurat dzisiaj było znów zimno. Wczoraj 20 stopni, dziś 5. I wiatr, przenikliwy, samo zuo. Niewyspana, na głodniaka i zziębnięta, a w dodatku zestresowana badaniem. Wróciwszy do domu, rzuciłam się na zupę, a potem smyrgnęłam do łóżka, będąc głęboko wewnętrznie przekonaną, że od razu zasnę. A gdzie tam! Jestem zbyt zmęczona, żeby spać. Nawet czytanie nudziarstw nie pomogło. Muszę dobimbać do wieczora... Ale - nie mam cukrzycy. Hurra!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz