Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 1 stycznia 2016

spanie

ZB poszedł na imprezę ze swymi przyjaciółmi z liceum. Zapytany, jakim prawem w ogóle zjawił się beze mnie, odparł, że się spodziewam i że czułam się zbyt zmęczona (guzik prawda, chodziło głównie o to, że niektórzy z tych kolegów palą i mają w d.... to, czy jest wśród nich ktoś, komu to przeszkadza/jest w ciąży czy nie, ale nie będę wody w Jangcy kijem zawracać...). Pogratulowali, nalali ZB solidny kielich wódki, a on powiedział, że nie może pić. Zdziwili się niepomiernie; nie żeby ZB był opojem, ale nigdy jednego skromnego toastu nie odmawiał. Zgodnie z prawdą powiedział im, że jeśli wypije alkohol, to będzie musiał spać na kanapie - od drugiego miesiąca ciąży jestem okropnie wrażliwa na zapach trawionego alkoholu, gdy go czuję, mam mdłości i się duszę. Raz ZB faktycznie przekimał się na kanapie, bo nie byłam w stanie go ścierpieć w sypialni.
Tymczasem kolegów i koleżanki ZB zdziwił nie fakt odesłania na kanapę, a to, że... nie śpi on na niej cały czas od początku ciąży. Bo przecież nie wolno spać razem, jak żona w ciąży!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz