Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 15 stycznia 2016

Mataja

W ramach dokształcania się okołociążowego i okołodzieckowego przeglądam internety. Mdli mnie od tiu tiu tiu, słodziaki nóżka, rączunia, buziuchna. Z politowaniem czytam o stanie błogosławionym (ktoś, kto wymyślił ten termin chyba nigdy nie czuł się tak, jak ja w pierwszym trymestrze; być może to termin wymyślony przez mężczyznę). Dostaję piany na ustach, jak widzę, że to wszystko to zło i że żeby być dobrą matką, trzeba żyć jak jaskiniowiec, bez żadnych udogodnień, jakie daje współczesny świat. Długo szukałam czegoś wyważonego, z prawdą zamiast silnych, ale na niczym nieopartych przekonań. Znalazłam. Blog Mataja to "ciąża i rodzicielstwo oparte na dowodach naukowych". Dobrze wykształcone m.in. medycznie dziewczyny obalają mity i przytaczają wyniki rozmaitych badań, które nie tylko pomagają Ci ogarnąć całe to szaleństwo, ale również... uspokajają. Pokazują, że trzeba po prostu robić swoje. Że trzeba się nauczyć puszczać mimo uszu durne komentarze. Że rodzicielstwo jest trudne, ale można dać radę i nie spieprzyć życia dzieciom. Czytajcie Mataję, dziewczęta. Czytajcie, do jasnej cholery!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz