Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

sobota, 12 grudnia 2015

Nauczyciel Fang 方老师

Idąc wczoraj do pracy, spotkałam Nauczyciela Fang. Pełnił on rolę intendenta książek na Uniwersytecie Yunnańskim - wydawał podręczniki zagranicznym studentom. Spotkałam go więc tuż po pierwszym dniu zajęć, gdy dostaliśmy listę podręczników. Poszłam... i zostałam dwie godziny. Rozmawialiśmy o Polsce, sypał wiadomościami jak z rękawa, a w dodatku wtrącał w rozmowę setki przysłów. Uwielbiałam go i zawsze, gdy miałam czas, szłam do niego na pogaduszki. I choć od dawna nie jestem studentką, Nauczyciel Fang zawsze mnie pamięta - nie tylko z narodowości i imienia, ale i z wszystkich innych drobiazgów.
W międzyczasie poszedł on na emeryturę, a ja już szósty rok szlajam się kunmińskimi uliczkami. Często się na niego natykam, zawsze się pozdrawiamy, a jeśli mamy chwilę, chętnie gawędzimy. 
Gdy spotkaliśmy się dziś przy wejściu do parku przy Szmaragdowozielonym Jeziorze, z miejsca zapytał, dlaczego nie jeżdżę już na rowerze - zawsze mu śmigałam na tym środku lokomocji. Pogłaskałam czule mój powoli rysujący się brzuszek i powiedziałam, że mi nie wolno, bo jestem w ciąży. Nauczyciel pogratulował i zapytał, ile mam lat. Odparłam, że 33, a on pokiwał głową i mówi:
Moja żona jest lekarką. Według naszych standardów kobiety, które zachodzą w ciążę po trzydziestce, są już "stare" - to znaczy, ryzyko powikłań w ich przypadku jest dużo wyższe niż w wypadku dwudziestoletnich dziewczyn. Wiem jednak, że Wy, ludzie Zachodu, w ogóle się takimi rzeczami nie przejmujecie.  
Spojrzałam na jego poczciwą przecież twarz. Wiedziałam, że nie chciał mi zrobić przykrości. Nie mógł przecież wiedzieć, że od dziecięctwa marzyłam o szybkim zamążpójściu i wielkiej rodzinie. Chciałam mieć dużo dzieci, choćby i szóstkę! Cóż, w pojedynkę strasznie ciężko się dzieci płodzi. Marzenia o rodzinie cały czas się kołatały po głowie, ale nie dane mi było poznać mężczyzny, z którym mogłabym budować przyszłość ani w liceum, ani na pierwszych studiach, ani na drugich, ani za pośrednictwem żadnego z moich licznych hobby. Miłość przyszła niespodziewanie, w trzydziestym roku życia, a ja miałam wystarczająco dużo odwagi i nadziei, żeby dać jej się porwać. 
Cóż z tego jednak, że dałam się porwać miłości, skoro upragniony potomek się nie zjawiał? Po roku zaczęliśmy używać kalendarzyka. Szalenie romantyczne mierzenie temperatury i jeszcze romantyczniejsze pozycje do łatwiejszego zajścia. No i oczywiście czarna rozpacz przy każdej następnej miesiączce. Po następnym roku beznadziejnych prób poszliśmy do szpitala. Zrobiliśmy dziesiątki badań. Okazało się, że jesteśmy zdrowi jak konie i że lekarka radzi nam po prostu jeszcze poczekać. Pewnego dnia (zupełnie na przekór wszystkim kalendarzykom świata) po prostu się udało. Gdy testy potwierdziły obecność Aliena, popłakałam się z radości.
Nie, Nauczyciel Fang nie mógł wiedzieć tego wszystkiego. Dla niego jestem po prostu wyzwoloną kobietą Zachodu, która nie wie, że należy żyć w zgodzie z zegarem biologicznym i która głupio układa swoje życie, według widzimisię, a nie zgodnie z naturą. 
Uśmiechnęłam się do niego mimo wszystko i, zamiast tłumaczyć to wszystko zupełnie niepotrzebnie, wyjaśniłam mu jednym zdaniem: 我的緣來得晚。Moje przeznaczenie przyszło późno. Można walczyć z naturą, można walczyć ze sobą samą. Jeśli jednak jest ci pisane, że znajdziesz szczęście dopiero po trzydziestce, to tak się stanie. Jeśli przeznaczenie/Los/Bóg tak chce, rozmnożysz się dopiero po paru latach małżeństwa, mimo braku jakichkolwiek medycznych problemów. 
Moje przeznaczenie przyszło późno. Udało mi się powiedzieć to zdanie z uśmiechem, bo choć przyszło późno, okazało się dla mnie bardzo łaskawe. Mam męża, którego kocham, Aliena sposobiącego się do wyjścia na świat i całe piękno świata i życia jeszcze przed sobą. 
Powinnam rzec, że warto było czekać itd. Ależ ja nie czekałam! Ja rzucałam się w wir znajomości, zakochiwałam się bez wzajemności, płakałam i przysięgałam, że nigdy więcej - i tak a piat'. Całe szczęście, gdy Przeznaczenie zapukało do moich drzwi, otworzyłam je wraz z sercem na całą szerokość i przyjęłam z dobrodziejstwem inwentarza. 
Nauczyciel Fang pokiwał głową - jesteś bardzo chińska, gdy mówisz o przeznaczeniu.
Chińska? A może po prostu ludzka?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz