Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

wtorek, 29 grudnia 2015

kucanie

Przychodzę na lekcję. Tajtajów jeszcze nie ma, co jest o tyle uciążliwe, że drzwi biura zamknięte są na trzy spusty, a ja nie mam na czym usiąść. Cóż, sama sobie jestem winna, przyszłam trochę za wcześnie. Żeby wykorzystać czas, kucam oparta o ścianę i wykonuję proste ćwiczenia na wzmocnienie nóg.
Przychodzi tajtaj. Przeprasza, że przyszła tak późno, a potem patrzy na mnie z przerażeniem i mówi, żebym nie kucała. Pytam dlaczego. Bo to szkodzi w ciąży podobno. Pytam na co dokładnie szkodzi. Nie wie i rzuca focha - jak chcesz, to kucaj, ale ja ostrzegałam.
Wracam do domu i gorączkowo przetrząsam internet. Wszyscy ginekolodzy piszący dla portali internetowych polecają kucanie jako ćwiczenia dobre na mięśnie, jako alternatywę dla niezdrowego schylania się a nawet polecają jako pozycję dobrą, by dziecko się ułożyło przed porodem.
Gdybym miała słuchać wszystkich na temat tego, co mi wolno, a co nie, okazałoby się, że powinnam leżeć plackiem przez pełne dziewięć miesięcy. Dziękuję bardzo, miałam takie dwa i mam nadzieję już nigdy tak nie musieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz