Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 18 grudnia 2015

dobrze jest!

Po okropnym pierwszym trymestrze znalazłam się w niebie. Nic mi nie jest - ani fizycznie, ani psychicznie. W całej ciąży ani razu (odpukać!) nie rzygałam, po pierwszym trymestrze minęły mi wahania nastroju i notoryczne zmęczenie. Mogę łazikować, powolutku robić swoje, pracować, zajmować się domem. W życiu bym nie pomyślała, że właśnie takie drobiazgi będą dla mnie najważniejsze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz