Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

czwartek, 19 listopada 2015

formalności

W okolicach trzeciego miesiąca ciąży trzeba w Chinach załatwić jedną bardzo istotną formalność: dostać oficjalne zaświadczenie, że "możesz mieć dziecko". W związku z obowiązującą polityką jednego dziecka (która od 2016 roku zostanie zmieniona w "politykę dwójki dzieci"), dziecko rodzi się legalnie albo wtedy, kiedy dostaniemy takie zaświadczenie, albo kiedy zapłacimy mandat za nieposiadanie takiego zaświadczenia. Zaświadczenia takie wydaje się w specjalnych jednostkach medycznych - coś w rodzaju naszego lekarza medycyny pracy, ale nie od pracy, tylko od rozmnażania :) Są one rejonowe, więc należy udać się do jednostki właściwej ze względu na zameldowanie. Żeby móc takie zaświadczenie dostać, potrzebne są dokumenty obojga rodziców: dowód tożsamości, książeczka meldunkowa, dowód zatrudnienia oraz książeczka małżeńska; potrzebne są również zdjęcia. Dodatkowo przynosimy zaświadczenie od lekarza, że tak, jesteśmy w ciąży. Oczywiście ja, będąc obcokrajowcem, dostarczyłam tylko paszport, zdjęcie i zaświadczenie. W urzędzie była długaśna kolejka. Tak długa, że pani rejestratorka orzekła, że nas nie zarejestruje i że możemy co najwyżej liczyć na litość pani doktor. Nie, nie ma systemu wcześniejszych zapisów. Po prostu chybił trafił - czasem jest ludzi więcej, czasem mniej, a lekarze każdego dnia mogą przyjąć określoną ilość pacjentów. Pani doktor bardzo się przejęła obcokrajowcem w jej progach - pewnie byłam pierwsza od wieków - i nas przyjęła. Została nam wydana książeczka-zaświadczenie o możliwości posiadania dziecka oraz ciążowa książeczka zdrowia (ta różowa), w której poza rezultatami poszczególnych badań można znaleźć informacje, jakie badania należy kiedy wykonywać i wykresy rozmaitych norm - np. ile ciężarówka może przybrać na wadze. Bez takiej książeczki nie można się dostać na oddział położniczy do żadnego państwowego szpitala. Mało tego: trzeba pilnować terminów wizyt, ponieważ bez przynajmniej jednej w trymestrze wizyty u lekarza nie można się ubiegać o zwrot kosztów porodu.
Właściwie to myślałam, że mnie, jako osoby bezetatowej, nic z tego nie dotyczy. Błąd. Mój mąż pracuje w firmie państwowej i w związku z tym po pierwsze musi dopełnić tych formalności tak samo jak ja, a po drugie jego ubezpieczenie pokrywa koszty urodzenia dziecka. Nie jest to 100%, ale niewiele mniej, więc warto dopełnić formalności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz