Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

piątek, 23 października 2015

niemoc

Kolejne badania mijają, a ja wciąż to samo - progesteron za niski, leki, leżenie. Mieszkaniu przydałoby się sprzątanie, rzeczom - prasowanie, łazience - szorowanie. A ja po zrobieniu sobie śniadania jestem tak zmęczona, że z trudem je zjadam. A potem zasypiam na dwie godziny. Dlatego śniadania robi mi głównie ZB, który specjalnie dla mnie nauczył się robić kanapki i grzanki, a nawet spaghetti. Myślałam, że skoro muszę leżeć, to będę przynajmniej czytać. Nic z tego, jestem tak otępiała, że nic do mnie nie dociera. Nie piszę, nie czytam. Sporo rozmyślam, dużo się martwię i czasem ukradkiem łkam w poduszkę. Boję się. Stan błogosławiony, kurka wodna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz