Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

wtorek, 29 września 2015

hurra!

Od momentu wykonania domowego testu ciążowego minęło już ładnych parę dni. Jedna z koleżanek ZB jest pigułą na oddziale położniczym w niezłym szpitalu; wywiedziała się o porządną doktorkę i dziś poszliśmy sprawdzić, czy aby na pewno dobrze odczytałam wyniki - no i żeby szybko coś poradzić na krwawienie. Dobrze odczytałam, jestem w ciąży. Krwawienia niestety świadczą o zbyt niskim poziomie progesteronu. Mam też drobne problemy okołotarczycowe. Lekarka przepisała lekarstwa i zaleciła leżenie. Gdy zapytałam, czy mogę wstawać i jednak coś robić, zapytała, czy bardzo zależy nam na dziecku. Widząc moje przerażone spojrzenie, powiedziała, że jeśli będę wszystko robić bardzo powoli i odpoczywać zawsze, gdy poczuję się choć trochę zmęczona, wszystko będzie w porządku. Ale że jeśli nie muszę wstawać, to nie powinnam. Serduszko bije w zastraszającym tempie :D Niby wiedziałam, ale i tak byłam zszokowana. Kolejne badania za tydzień. Powolutku wróciliśmy do domu, ciesząc się parkiem, jesienią i przyszłością, która nagle wygląda zupełnie inaczej, a przecież tak pięknie!
Mamy nadzieję, że z czasem się wszystko unormuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz