Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

poniedziałek, 22 października 2018

sprzątanie

Codziennie wieczorem (no, prawie codziennie...), tuż przed pójściem spać, sprzątamy razem w Tajfuniątkowym pokoju. Misie do kosza, klocki do pudełka, książeczki przy ścianie - wiecie, jak to jest. Tajfuniątko coraz rzadziej mówi, że nie chce, a ja dziękuję wszystkim bogom, że nie muszę deptać po klockach lego. Gdy patrzę wieczorem na uporządkowany pokój, jestem bardzo zadowolona. Zwłaszcza, że ja sama do chaosu mam stosunek... umiarkowanie despotyczny.
Wczoraj też byłam zadowolona. Myślałam sobie - ach, więc moja córeczka jest już taka dorosła, tak ładnie sprząta...
Zanim jednak zdążyłam dziś rano wejść do jej pokoju, usłyszałam huk przewracanego kosza z zabawkami. Zanim dobiegłam do pokoju, zmienił się on w tor przeszkód.
Wzdycham ciężko i pytam Tajfuniątko: przewróciłaś kosz, czy sam upadł?
Odpowiada: przewróciłam.
Pytam: a dlaczego?
Tajfuniątko uśmiecha się do mnie czule i odpowiada: bo ja nie lubię, kiedy jest posprzątane.

Czyli jednak moje geny są ważniejsze od genów pedantycznej Babci :D

niedziela, 21 października 2018

gniewasz się?

Tajfuniątko w sumie nieźle śpi, ale jednak w nocy często się budzi. Czasem tylko raz, czasem parę razy. Czasem na siku, czasem z miliona SZALENIE WAŻNYCH powodów. Mamusiu, przykryj mnie, mamusiu, przepędź wilka, mamusiu, zawołaj do mnie kotka, nie, nie tego kotka, tego na niby kotka! Mamusiu, a mi się nie chce spać, ja chcę wstawać, buuu...
Ja wiem, że to normalne. Wiem, że dziecko sobie jeszcze nie radzi samodzielnie, że jest malutka, bezbronna i szuka u mnie poczucia bezpieczeństwa. A jednak gdy po raz nty danej nocy mnie budzi, bo znów się odkryła i chce kotka na niby, czasem wypsnie mi się zniecierpliwione "śpij już!".
I wtedy Tajfuniątko pyta: "gniewasz się?".
A ja odpowiadam, że nie.
A ona, niestety, wie lepiej i mówi smutnie "gniewasz się..." i przytula buzię do mojej ręki.
A mnie łzy stają w oczach i mówię, tym razem szczerze: "nie gniewam się, jestem tylko bardzo zmęczona i chciałabym, żebyś zasnęła i żebym ja też mogła pójść spać. Śpij, kochanie!".
Dziecię odwraca się na bok i próbuje zasnąć. A po minucie nieśmiało mnie woła: mamusiu, przykryj mnie... ostatni raz!
Jestem okropnie zmęczona i śpiąca. Żyję tylko dzięki melatoninie i kawie. A przecież gdy Tajfuniątko błaga "przykryj mnie!" i dodaje, że to ostatni raz, aż mnie ściska w gardle. Kochana maleńka kluseczko, będę Cię przykrywać, dopóki będziesz tego potrzebować!...

piątek, 19 października 2018

kleik

Tajfuniątko znów po wizycie u chińskich dziadków bolał brzuszek. Najpierw rozwolnienie, potem wymioty i "mamo, boli brzuszek". Mamy już opracowane metody, mamy w domu lekarstwa, nie dzieje się żadna tragedia.
No poza dietą.
Bo gdy Tajfuniątko przestał boleć brzuszek, zaczęła wołać, że chce rodzynki, brzoskwinki, co tylko jej do głowy wpadło. A tu jedyna dostępna dla niej opcja to kleik z marchewką. Wpadła w płacz, że nie chce. ZB próbuje ją przekonać. Mówi, że jak kogoś boli brzuszek, to trzeba kleik. "Ale mnie już nie boli". Potraficie sobie zresztą wyobrazić dyskusję z dwulatką na temat kleiku...
Przejmuję kontrolę. Nie chcesz jeść? OK. A ja myślałam, że się pobawimy w "kto szybciej wsadza łyżkę do buzi". Popatrz, tu łyżka dla Ciebie, a tu łyżka dla mnie. Trzeba nabrać razem z marchewką, o tak. I teraz najpierw dmuchamy, a później liczymy: raz, dwa, trzy! - i chaps! łyżka do buzi!
Kiedy zaczęła przegrywać, zamieniła się ze mną na łyżki. I dalej wiosłowała. Razem z dwiema dokładkami. Na samym końcu jadła chochlą do zupy, bo stwierdziła, że największa łyżka się najlepiej nadaje.
ZB patrzył na mnie jak na magika.
A to przecież nie magia, a zwykła codzienność...