Tajfuniątko czyli kto?

Zamieszkałam w Chinach. Wyszłam za mąż za Chińczyka. A po paru latach okazało się, że powiększy nam się rodzina. Tu piszę o mojej polsko-chińskiej mieszance, a także o tym, jak wielkim wyzwaniem bywa macierzyństwo na drugim końcu świata.
Nie zawsze jest miło - bo to właśnie tutaj z siebie strząsam zdenerwowanie po kolejnej "dobrej radzie" i kolejnej krytyce moich metod wychowawczych ;)

poniedziałek, 24 lipca 2017

kanapa

Tajfuniątko umie się już wspiąć na kanapę. Schodzi... różnie. Raz asekurancko, tyłem, jak należy, a raz hurra-optymistycznie rzuca się twarzą do przodu, wierząc, że jakoś to będzie. Na razie "jakoś to jest", bo mama ratuje Tajunowy żywot, ale jak się kiedyś zagapię...
Poza tym - ja wiem, że wszystkie matki to mówią, ale u mnie tak jest NAPRAWDĘ! - Tajfuniątko WSZYSTKO rozumie. Doskonale odróżnia własne mleczko do opalania od innych kosmetyków i namiętnie się smaruje przed wyjściem nago do ogrodu (tak, takie bezeceństwa u nas odchodzą). Głośno doprasza się jedzenia (AM!), a gdy coś się jej nie podoba, powtarza ze łzami w oczach "nienienie". Czyta książeczki, adekwatnie komentując obrazki - tzn. wydaje odgłosy zwierząt, które widnieją na obrazkach.
Ale najważniejsze - że wreszcie od czasu do czasu przychodzi po prostu się przytulić. Rzadko. Zazwyczaj nie do mnie. Ale przychodzi! Może kiedyś wreszcie nauczy się przychodzić na pieszczoszki? <3

piątek, 21 lipca 2017

sukieneczki

Nigdy nie bawiłam się lalkami. Sama stroję się dość umiarkowanie. Ale uwielbiam słoneczne dni za Tajfunkowe sukieneczki i to, że jeszcze nie protestuje, gdy ją w nie ubieram (ja sama pacholęciem będąc nie pozwalałam na odziewanie mnie w sukienki). Na przykład ta:
Na zdjęciu najlepiej widać, że najważniejszy jest Dziadek. No i - robienie temu Dziadkowi "a kuku!" ;)

środa, 19 lipca 2017